Relacje z imprez

Gazelą w Świat – Zimnik

06.03.2018
Stoimy na brzegu zimnika niedaleko Narjan-Mar, rozpoczynamy procedurę zdjęcia kół niskiego ciśnienia, a to sprawa bardzo czasochłonna. W tundrze jesteśmy już od 5 dni, spędzając kolejne noce w naszym kamperze. Na szczęście jest w miarę ciepło gdyż temperatura podniosła się do -15, -20 stopni. To już 6 dzień bez kąpieli i bez zasięgu GSM.
Raptem podjeżdża do nas Trekoł, uśmiechnięty kierowca otwiera drzwi i pyta „a co to za parodia ?” śmiejemy się razem. Wsiadam do Trekoła, w środku jest około 6 osób wszyscy mili i uśmiechnięci robią zdjęcia i kręcą filmiki swoimi telefonami. Zadają mi mnóstwo pytań, więc opowiadam im o całej naszej podróży. Ja też wypytuję ich co tu robią, okazuje się że wracają z Workuty od swojego przyjaciela Nikołaja z którym odwiedzali Nieńców. Robię wielkie oczy czy to nie czasem nasz dobry znajomy Nikołaj? Oczywiście tak, znowu się śmiejemy… co za spotkanie… Dostajemy zaproszenie na herbatkę w Narjan-Mar, na pewno nie odmówimy sobie tej przyjemności…

05.03.2018
Jacek spełnia się fotograficznie, ciągle wyskakuje z auta i robi zdjęcia. Czy podzielacie mój pogląd, że wychodzi mu to świetnie? Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że za aparat fotograficzny robi mu telefon. Mówi: Nawet nie wiem dokąd jedziemy bo nie mam fejsa ….

04.03.2018
Koła zmontowane, ruszamy tundrą do Narjan-Mar, Gazela ciężko przebija się przez metrowej głębokości śnieg. W stosunku do wielkości kół nasza Koza jest mocno obciążona, mimo tego zostawia dość płytkie koleiny. Idąc koleiną po Gazeli zapadam się po kolana w sypkim jak piasek śniegu.
Niestety nie dano nam możliwości dojazdu do Workuty. Myślę, że jest to spowodowane ciągłym zaostrzaniem przepisów dotyczących poruszania się cudzoziemców drogami, które dla zwykłych Rosjan są normalnie dostępne. Już w zeszłym roku zderzaliśmy się z trudnościami otrzymania pozwoleń na wjazd w strefę nadgraniczną. Teoretycznie cudzoziemcy mogą dostać taką przepustkę. Wiem też, że wielu się o to ubiegało, ale nie znam nikogo kto by ją dostał. Co ciekawe nikomu oficjalnie nie odmówiono, odmową był brak odpowiedzi…

Uważam że mając przed sobą konkretny cel była szansa aby przedrzeć się Gazelą przez Ural.

04.03.2018
Bezskutecznie szukając przejazdu cofamy się aż do stacji na której nocowaliśmy. Tu powoli zaczyna się tajga, a przez tajgę na naszych kołach nie możemy się przedzierać. Musimy podjąć decyzję że do Workuty się nie przedrzemy…
Ruszamy zatem publicznym zimnikiem w kierunku Narjan-Mar. W końcu ostatnie drzewa tajgi zginęły za horyzontem, a przed nami rozpoczęła się lodowa pustynia. Nie ma zasięgu telefonów, kontakt z cywilizacją mamy tylko dzięki sporadycznie spotykanym ciężarówkom.
Przy Zimniku stajemy na nocleg, jutro założymy nasze koła i sprawdzimy jak dają sobie radę w tundrze. Wstajemy rano i zaczynamy montować koła trwa to cały dzień. Jest słońce ale wieje silny wiatr. Po godzinie pracy na zewnątrz, trzeba się chwilę ogrzać wewnątrz Gazeli. Sporadycznie przejeżdżające samochody podjeżdżają do nas spytać czy wszystko w porządku, takie tu panują zasady…

04.03.2018
Wstajemy rano po nocy spędzonej na stacji paliw. Pogoda na szczęście dużo lepsza, nie pada i świeci słońce. Mróz zelżał i wydaje się, że na zewnątrz jest ciepło, termometr pokazuje około -18 stopni… Tankujemy paliwo do wszystkich zbiorników jakie mamy, ostatnie zakupy, hot-dog po rosyjsku, czyli parówka w drożdżowym cieście i ruszamy dalej na północny wschód.
Mijamy zjazd na Narjan-Mar i przemy dalej zimnikiem w kierunku miasta Staryj-Warandiej leżącego nad morzem Peczorskim. Co chwilę przebijamy się przez spore zaspy, zimnik jest ledwie przejezdny.
Kolejne skrzyżowanie zimników, utknęło tu kilka ciężarówek. Lawirując między nimi udaje się nam przebić, po czystym lodzie mkniemy samotnie dalej. Po niecałych 100 km znowu szlaban. Jest informacja, że z powodu wczorajszej zamieci zimnik jest zamknięty. Idziemy do budki wypytać o szczegóły. Informacje są dwie, obydwie złe. Nie wiadomo kiedy otworzą szlaban, a nawet jak go otworzą to bez przepustki nie puszczą nas dalej. To zimnik należący do LUKOIL ….
Zdecydowaliśmy przedostać się na zimnik „na dziko” zawracamy i szukamy możliwości wjazdu w tundrę…. Nie jest to łatwe bo obok zimnika tak jak wysokie płoty, ciągną się rurociągi. Każdy przejazd nad rurociągiem prowadzi do jakiejś instalacji i jest „zaszlabanowany” .
W końcu znajdujemy miejsce gdzie jest szansa przejechać pod rurociągiem. Aby sprawdzić wysokość przejazdu, stajemy na skraju zimnika blisko pobocza… raptem trach i lewe koła gazeli zsuwają się z lodu. Próbujemy wyjechać z pułapki, przód, tył, przód, tył…. Jest tylko gorzej.
Kielich z Kostkiem 5kg młotem wbijają w lód kotwicę, zaczepiam do niej linę od wyciągarki MORE z Expedycja.pl – portal 4×4, pod koło podkładamy trap, wyciągarka cicho napięła linę i… Gazela wyrwała się z pułapki.
Sprawdzamy też wysokość przejazdu pod rurociągiem, okazuje się dla Gazeli za niski …

03.03.2018
Z Usinska ruszamy w kierunku Narjan-Mar droga z początku dobra i asfaltowa pogarsza się z kilometra na kilometr. Pogoda kiepska, mgliście i lekko prószy śnieg. Zdążamy w kierunku tundry aby w końcu założyć nasze koła niskiego ciśnienia i ruszyć w kierunku Workuty.
Po drodze potrzebujemy zatankować, GPS prowadzi nas w bok do jakiegoś Lukoila w małym miasteczku, powoli zjeżdżamy ze stromej góry oblodzoną drogą. Raptem naszym oczom ukazuje się brama i szlaban, przejazdu niema. To nie miasteczko tylko jedna z wielu instalacji służących do wydobycia ropy. Lukoil pewnie tam jest ale tylko na wewnętrzne potrzeby bazy. Już 17 więc postanawiamy coś zjeść Kielich odgrzewa smaczne gołąbki roboty Madzi. Potem kawka, zmiana kierowcy i ruszamy dalej. Następna stacja za 50 km mamy nadzieję że będzie dostępna dla zwykłych ludzi, przecież nikt nie ma ochoty na tankowanie paliwa z kanistrów. Jedziemy powoli, co chwila z hukiem mijają nas Kamazy cysterny, wyprzedzają nas tak jakbyśmy stali w miejscu. Cała tundra mruga błędnymi ognikami spalanego w instalacjach wydobywczych metanu. Wraz z zapadnięciem zmierzchu zrywa się bardzo silny wiatr, sypie gęsty śnieg który szybko zawiewa drogę. W mgnieniu oka na poboczach tworzą się spore zaspy, jedziemy coraz wolniej, widoczność momentami spada do zera, bardzo powoli brniemy do przodu patrząc bardziej na GPS bo tam widać zakręty. Zwolniły nawet Kamazy, podświadomie zaczęły formować się w małe konwoje. Doganiamy taki konwój i powoli jedziemy za nim, tak jest łatwiej. Nasz prędkość spada do 10-20km/h, wiatr huśta Gazelą na wszystkie strony, momentalnie w aucie zrobiło się zimno. Mamy wrażenie, że wiatr przelatuje przez gazelę tak jakby były pootwierane okna.
Po 2 godzinach jazdy prawie po omacku docieramy do stacji. Tankujemy na wietrze który gwiżdże i świszczy na gazelowym bagażniku. Jest tu mały bar i sklep na rozdrożu. Kupujemy kilka drobiazgów jemy gorącą grochówkę i shormę. Postanawiamy tu zostać na noc, dalsza jazda nie ma sensu…

Więcej informacji na stronie Gazelą w Świat