Relacje z imprez

Piekło Dakaru

Adam Małysz na długo zapamięta siódmy etap tegorocznego Dakaru. Z powodu awarii samochodu pokonanie odcinka zajęło kilkanaście godzin więcej niż najszybszym kierowcom. Zawodnik Orlen Teamu wyruszył na trasę o godzinie 10:27 miejscowego czasu, a na metę dotarł dopiero nad ranem. Początkowo nic nie zapowiadało takich problemów. Małysz zaczął świetnie i jechał szybko. Na drugim punkcie pomiaru czasu był najszybszym z reprezentantów Polski, a do lidera tracił mniej niż pięć minut. Niestety, później jego Mini All4 Racing stanęło. To było prawdziwe piekło Dakaru. By dotrzeć na metę, pokonaliśmy prawie 800 kilometrów na holu za ciężarówką serwisową, z przeżyciami, jakich nie życzę nikomu. Zatrzymywaliśmy się co kawałek i reperowaliśmy przód auta, bo urywał się zaczep. W górach dwa razy prawie straciłem przytomność. Uratował mnie tlen z jakiejś zabłąkanej karetki. Odcinek przejechaliśmy po ciemku, w odległości dwóch metrów za ciężarówką, cały czas się pilnując. Mimo że hol był sztywny, to non stop go wyrywało. Może i dobrze, że po tych półkach skalnych jechaliśmy po ciemku, bo gdyby było jasno, to nie wiem, czy bym nie wysiadł ze strachu. Jestem zmęczony, rozczarowany i zły. Nie znamy przyczyny awarii. To się okaże pewnie za parę godzin. Skrzynia jest cała, biegi wchodzą, auto nie jedzie. Nie ma sprzęgła, które jednak nie jest spalone, a najprawdopodobniej się rozpadło. Przyczyna wyjaśni się na biwaku. Jedno jest pewne nie poddaliśmy się, a mogliśmy rzucić zabawki w cholerę i wrócić do domu. Zobaczymy, jakie dostaniemy kary i czy w ogóle organizatorzy pozwolą nam dalej jechać. Kiedy dotarliśmy na metę, nikogo już na niej nie było. Ale mamy ślad zapisany w GPS-ie, więc będziemy chcieli nadal walczyć. Nie ukrywam, że jestem mocno zawiedziony tym, iż awarii nie udało się naprawić na miejscu. Byłem przekonany, że jesteśmy z Xavierem w najlepszym zespole na świecie. Kiedy niedawno defekt skrzyni biegów mieli Marek Dąbrowski z Jackiem Czachorem, mechanicy skutecznie pomogli im na trasie. Tymczasem ciężarówka serwisowa X-Raidu nie miała nawet części zapasowych do naszego Mini i musieliśmy zaliczyć te kilkaset kilometrów kaskaderskiej jazdy. Mam nadzieję, że przynajmniej nie na darmo i w poniedziałek znów ruszymy na trasę powiedział Małysz po etapie do Salty w Argentynie. Na razie nie wiadomo, jaka będzie przyszłość polsko-francuskiej załogi w tegorocznym Dakarze. Decyzje zapadną zapewne dopiero po tym, jak Małysz i Panseri dotrą na biwak. Niedziela to dzień przerwy w rywalizacji.

więcej na www.malysz.pl